Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tim burton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tim burton. Pokaż wszystkie posty

25 października 2010

Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street (The Demon Barber of Fleet Street)

Połączyć musical z  thrillerem... Kto mógł się tego podjąć, jak nie Tim Burton? W swoim filmie Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street postanowił pobawić się kolorem, a właściwie jedynie odcieniami, gdyż obraz utrzymany jest głównie w ciemnej kolorystyce. Krew jednak wyróżnia się doskonale, a przecież o to tutaj chodzi. 

Sweeney Todd (Johnny Depp), czyli golibroda Benjamin Barker, był dobrym i uczciwym człowiekiem, a przy tym mistrzem w swym fachu. Niestety – jak to często bywa – jego szczęśliwe życie legło w gruzach, gdyż sędzia Turpin (Alan Rickman) zapragnął żony Todda. Ona jednak pozostawała wierna swojemu mężowi, dlatego też Turpin wykorzystał swoją pozycję i zesłał niewinnego golibrodę na 15 lat do kolonii karnej. W tym czasie próbował zdobyć serce kobiety i zaufanie jej pięknej córki. Nie przewidział, że kiedyś Sweeney Todd powróci i zapragnie zemsty. 

Oryginalna fabuła? Jak głosi przysłowie: „życie pisze najlepsze scenariusze” i tak właśnie jest w tym przypadku. Według niektórych osób Benjamin Barker żył naprawdę, chociaż na pewno nie był aż taki żądny zemsty, jak jego filmowy odpowiednik. Należy jednak przyznać, że Johnny Depp jak zwykle pokazał się z najlepszej strony. Przynajmniej aktorsko, gdyż śpiewane przez niego piosenki niestety nie budzą zachwytu. Nie dotyczy to jednak wyłącznie Deppa – warstwa musicalowa jest najsłabszą stroną całej produkcji. Nie ma chyba żadnej piosenki, która zapadłaby widzom w pamięci, a film w najmniejszym nawet stopniu nie dorównuje takim majstersztykom, jak Grease czy The Rocky Horror Picture Show

Na szczęście warstwa wizualna broni się bardzo dobrze. Dziewiętnastowieczna Anglia jest ponura, mroczna i zarazem fascynująca. Doceniono to również na oscarowej gali, czego skutkiem jest Oscar za najlepszą scenografię. Zwykli mieszkańcy przypominają złoczyńców i nie wiadomo, z której strony nadejdzie zagrożenie. Na pewno nikt nie oskarżyłby pięknej pani Lovett (Helena Bonham Carter)... czy jednak słusznie? Aktorka jak zwykle zagrała osobę co najmniej dziwną, niepokojącą i pociągającą. Jej duety z Deppem zawsze są udane i tak samo jest w przypadku produkcji Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street

Film jest ekranizacją broadwayowskiego musicalu i tym razem można było poprzestać jedynie na pierwowzorze. Chociaż obraz Tima Burtona na pewno nie zasługuje na miano „nieudanego”, to nie należy do największych osiągnięć reżysera. Jest to musical, który dużo lepiej prezentowałby się jako zwyczajny film. 

Plusy:
+ duet Depp - Bonham Carter
+ fabuła
+ paszteciki :)
+ różnorodna czerń
+ mroczna wizja Londynu 

Minusy:
- oprawa muzyczna
- w kategorii musical jest to bardzo przeciętna produkcja 

14 kwietnia 2010

Big Fish (Duża ryba)

Na początku seansu myślałem iż oto czekają mnie niemal dwie godziny kolejnego, dobrego filmu Tima Burtona. Kiedy jednak minęły napisy końcowe, zrozumiałem że był to niewątpliwie jeden z najlepszych i najgłębszych filmów tego reżysera. Pod tymi względami (przy odrzuceniu strony wizualnej, gdzie niewątpliwie króluje Alicja w Krainie Czarów) przebija go jedynie Ed Wood.

Big Fish jest ekranizacją książki Daniela Wallace'a, tak więc rola reżysera ograniczyła się tylko do „zilustrowania” wytworów wyobraźni pisarza. Tylko albo i AŻ! Tim Burton bowiem wyśmienicie poradził sobie z tym zadaniem. Rolę Karla – prawdziwego wielkoluda – otrzymał nieżyjący już Matthew McGrory, którego wzrost przekraczał 2,20 m. Głównego bohatera (w scenach z lat młodzieńczych) zagrał Ewan McGregor i zrobił to wyśmienicie. Z bardziej znanych osób wystąpiły tu również Alison Lohman (Wrota do piekieł) i Helena Bonham Carter, żeńska muza reżysera. Dziwi jedynie brak Jonnyego Deppa, który widocznie zajęty był inną produkcją.

Historia jest z pozoru prosta: do umierającego ojca, słynącego z opowiadania ciekawych historii przyjeżdża z dawna nie widziany syn. Pragnie on poznać prawdziwą historię swojego rodzica, okrojoną z wymyślonych wydarzeń. Niby proste, ale… Jeżeli miałbym odnieść się do innych filmów, na pewno będzie to skrzyżowanie Arizona Dream, Parnassusa i Przygód barona Munchausena. Na szczęście Tim Burton od nikogo nie ściągał. Jego film jest jednocześnie komedią i dramatem. Życiem i bajką. Prawdą i kłamstwem, które jak się okazuje - czasami rodzi się z dobrych intencji.

Zbyt wielu widowiskowych efektów specjalnych w filmie nie ma, toteż tym bardziej zapada w pamięć scena, w której po sentencji: „mówią, że jak się spotka miłość swojego życia to czas się zatrzymuje” po prostu się to staje. Dosłownie.

Bez znaczenia jest, jakie filmy oglądamy na co dzień, gdyż w Big Fish każdy znajdzie coś dla siebie.

Plusy:
+ charakteryzacja
+ klimat
+ Karl
+ nie sposób się oderwać
zdjęcia
+ zakończenie

Minusy:
- momentami (ale bardzo rzadko) niespójny
- brak Johnny'ego Deppa ;)