Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty

25 października 2010

Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street (The Demon Barber of Fleet Street)

Połączyć musical z  thrillerem... Kto mógł się tego podjąć, jak nie Tim Burton? W swoim filmie Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street postanowił pobawić się kolorem, a właściwie jedynie odcieniami, gdyż obraz utrzymany jest głównie w ciemnej kolorystyce. Krew jednak wyróżnia się doskonale, a przecież o to tutaj chodzi. 

Sweeney Todd (Johnny Depp), czyli golibroda Benjamin Barker, był dobrym i uczciwym człowiekiem, a przy tym mistrzem w swym fachu. Niestety – jak to często bywa – jego szczęśliwe życie legło w gruzach, gdyż sędzia Turpin (Alan Rickman) zapragnął żony Todda. Ona jednak pozostawała wierna swojemu mężowi, dlatego też Turpin wykorzystał swoją pozycję i zesłał niewinnego golibrodę na 15 lat do kolonii karnej. W tym czasie próbował zdobyć serce kobiety i zaufanie jej pięknej córki. Nie przewidział, że kiedyś Sweeney Todd powróci i zapragnie zemsty. 

Oryginalna fabuła? Jak głosi przysłowie: „życie pisze najlepsze scenariusze” i tak właśnie jest w tym przypadku. Według niektórych osób Benjamin Barker żył naprawdę, chociaż na pewno nie był aż taki żądny zemsty, jak jego filmowy odpowiednik. Należy jednak przyznać, że Johnny Depp jak zwykle pokazał się z najlepszej strony. Przynajmniej aktorsko, gdyż śpiewane przez niego piosenki niestety nie budzą zachwytu. Nie dotyczy to jednak wyłącznie Deppa – warstwa musicalowa jest najsłabszą stroną całej produkcji. Nie ma chyba żadnej piosenki, która zapadłaby widzom w pamięci, a film w najmniejszym nawet stopniu nie dorównuje takim majstersztykom, jak Grease czy The Rocky Horror Picture Show. 

Na szczęście warstwa wizualna broni się bardzo dobrze. Dziewiętnastowieczna Anglia jest ponura, mroczna i zarazem fascynująca. Doceniono to również na oscarowej gali, czego skutkiem jest Oscar za najlepszą scenografię. Zwykli mieszkańcy przypominają złoczyńców i nie wiadomo, z której strony nadejdzie zagrożenie. Na pewno nikt nie oskarżyłby pięknej pani Lovett (Helena Bonham Carter)... czy jednak słusznie? Aktorka jak zwykle zagrała osobę co najmniej dziwną, niepokojącą i pociągającą. Jej duety z Deppem zawsze są udane i tak samo jest w przypadku produkcji Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street. 

Film jest ekranizacją broadwayowskiego musicalu i tym razem można było poprzestać jedynie na pierwowzorze. Chociaż obraz Tima Burtona na pewno nie zasługuje na miano „nieudanego”, to nie należy do największych osiągnięć reżysera. Jest to musical, który dużo lepiej prezentowałby się jako zwyczajny film. 

Plusy:
+ duet Depp - Bonham Carter
+ fabuła
+ paszteciki :)
+ różnorodna czerń
+ mroczna wizja Londynu 

Minusy:
- oprawa muzyczna
- w kategorii musical jest to bardzo przeciętna produkcja 

26 lipca 2010

Californication – sezon I

Długo zastanawiałem się czy recenzje seriali będą w ogóle zamieszczane na tej stronie. W końcu doszedłem do wniosku, że można spróbować. Na pierwszy ogień miało pójść Miasteczko Twin Peaks, którego jestem wielkim fanem, ale znalazłem serial, który urzekł mnie jeszcze bardziej. I chociaż ciężko mi napisać coś co byłoby na poziomie jego dialogów, to jednego jestem pewien – Californication to najlepszy serial jaki do tej pory został nakręcony.

Postać Hanka (w tej roli wystąpił świetny David Duchovny) – pisarza, który chwilowo cierpi na brak weny – została wymyślona przez Toma Kapinosa. Jest on również głównym scenarzystą i producentem. Sezon pierwszy składa się z dwunastu odcinków. Widz ma okazję zapoznać się z życiem pisarza, jego rodziną i najbliższymi przyjaciółmi. Pojawia się tu również wiele postaci drugoplanowych, które często odgrywają kluczowe role. Jeżeli tylko komuś nie przeszkadza lekko obrazoburczy sen, którym rozpoczyna się pilotażowy odcinek, to już od tego momentu można pokochać ten serial. Inteligentne dialogi, świetna gra aktorska, najlepsza jak do tej pory rola Davida Duchovnego, ciekawy scenariusz, nieprzewidywane zwroty akcji, dobre ujęcia, rockowa muzyka, liberalne podejście do spraw seksu (wymagała tego niezaspokojona chuć głównego bohatera)… zalety serialu można ciągnąć niemal w nieskończoność.

Nie jest to jednak tylko prosta forma rozrywki, jakby się mogło początkowo wydawać. Chociaż można obejrzeć Californication i skupić się jedynie na jego warstwie powierzchownej, to metaforyczne znaczenie niektórych scen, tekstów i wydarzeń sprawiają, że nawet podczas drugiego i trzeciego seansu wciąż można odkryć coś nowego. Podstawowe przesłanie jest oczywiste - duża ilość partnerów nie uszczęśliwi kogoś, kto jest naprawdę zakochany.

Oprócz wspomnianej już wspaniałej roli Duchovnego, warto wymienić również innych aktorów, którzy sprawiają, że serial ten ogląda się niczym najlepszy film: Natascha McElhone, Evan Handler, Madeleine Martin (ta młoda aktorka jest swoją drogą bardzo podobna do perkusistki Meg White), Pamela Adlon i Madeline Zima.

Akcja w serialu momentami jest naprawdę zaskakująca i tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo, w jakim nastroju zakończy się dany odcinek. Zawsze jednak dzieje się to przy dźwiękach dobrze dobranej muzyki, która dodatkowo podnosi wartość serialu. Żeby nie zdradzać nikomu fabuły – nawet, jeżeli pierwszy sezon kończy się happy endem lub jego brakiem, to warto pamiętać o tym, że istnieją kolejne odcinki!

Plusy:
+ jedyny w swoim rodzaju
+ wciąga
+ można bez znudzenia obejrzeć cały sezon za jednym podejściem
+ muzyka
+ świetna gra aktorska
+ Hank, który pod każdym względem przebija Muldera z serialu Z Archiwum X
+ na pierwszym sezonie seria się nie kończy
+ ładna i klimatyczna wejściówka

Minusy:
- krótkie odcinki